

Sen mara
Author: admin
Wspinamy się wąską, górską ścieżką. Po chwili mijamy jakieś wiejskie zabudowania, jakaś kobieta krzyczy w dziwnym języku. Patrzę w górę, w zagrodzie dla zwierząt, przebudowanej na otwarty basen, skaczą delfiny.
read comments (0)W Zwierciadle
Author: admin
Wolontariat w Tarnowie? Nie, dziękuję.
Author: admin
Na fali frustracji wynikającej z betonowych warunków życia w Tarnowie, publikuję to, czego mi nigdzie nie chcą opublikować.
Według badań Stowarzyszenia Klon/Jawor tylko około 16 % Polaków włączyło się na przestrzeni ostatnich lat w działanie na rzecz społeczności lokalnej. To mało. Jeśli chodzi o zaangażowanie w wolontariat, jesteśmy w ogonie wśród innych narodów europejskich. Śmiem twierdzić, że w rankingu zaangażowania w działania społeczne polskich miast, Tarnów, ledwo trzyma się ostatnich włosków na ogonie istoty rzeczy – budowania w oparciu o zaufanie społeczne otwartych postaw obywatelskich. Ale…dlaczego?
Proste! „Wolontariat jest dla frajerów”. Poza tym, „nie mam czasu”, „nie interesuję się tym”, „nikt mnie o to nie poprosił”, „muszę zatroszczyć się przede wszystkim o siebie i rodzinę”, „nie sądzę, żebym miał/a coś do zaoferowania”, „nawet nie wiem, gdzie miałbym się zgłosić”.
Źródła braku zaufania i zainteresowania taką formą aktywności społecznej doszukiwałabym się w negatywnym wizerunku wolontariatu w naszym mieście, lub co gorsza, jego braku.
Rozumiem, czarny PR dobrowolnego działania na rzecz innych zdaję się zmieniać tylko tło społeczno-historyczne. To przecież podejrzane: najpierw osławiony czyn społeczny na tle sierpu i młotu, obecnie alternatywa dla naiwnych, na tle czarnych nastrojów ludzi. Brakuje pozytywnych wzorców „z góry” (gdzie wolontariat w strategii miasta? Instytucje odpowiedzialne za sieciowanie wolontariuszy?), śladowe zaangażowanie w ideę organizacji pozarządowych , brak świadomości korzyści płynących z podjęcia pracy jako wolontariusz i krótkowzrocznego w swojej naturze pytania: „No dobra, ale co ja z tego będę miał?”. Fakt, pieniądz żaden, perspektywa zatrudnienia nikła, wątpliwy prestiż i stygmat tego, „co orobi się za nic, czyli, że frajer”.
Za nami siódmy miesiąc obchodów Europejskiego Roku Wolontariatu. W Tarnowie – hucznie obchodzony przez rozśpiewanych i roztańczonych przedszkolaków i nieco starszych kolegów z piaskownicy. Owszem, jako pracownik organizacji pozarządowej, wolontariuszka krakowskich instytucji, świadoma mieszkanka Tarnowa i regularny podatnik, chętnie bym potańczyła, ale w trochę innej kategorii wiekowej, przyjmując bardziej odważne figury, nie trzymając się sztywnej ramy myślenia „o tym, no, jak to się nazywa”? W o l o n t a r i a c i e.
W malinowym chruśniaku
Author: admin
Na malinowe smutki przygotowuje sobie całą michę (porcelanową, rodową, ostatni raz używaną kilkadziesiąt lat temu, bo czemu nie?) deseru. Jeszcze lepiej wygląda w szklanej misie, ale u mnie hitem rodowym jest niestety porcelana.
Składniki: 2 opakowania małych bezów lub kilka większych, pół kilo malinek z Burka, Kleparza, od pyzatej rumianej Babki, mały jogurt naturalny, 3 łyżki konfitury z malin
I teraz tak, mniiiiam! ułóż w misie/wazie owoce, na przemian z połamanymi bezami, polej jogurtem, dodaj konfitury. Koniecznie jedz dużą łychą. Jeśli w kilka osób to koniecznie z jednej miski. Smacznego!
Pan ze zdjęcia
Author: admin
Zdjęcie w niewielkiej ramce, starszy Pan na tle czerwonych kropek.
- Czy to Twój dziadek?
- Nieeee, to Julian Tuwim.
I to on napisał wiersz “Całujcie mnie wszyscy w dupę!”, lecz nie o tym teraz (a zdarzyć się może, że będzie, bo bywa, że mam wszystko w dupie). Teraz o krwi czerwonej będzie. Się przypomniało w słońcu dziś:
Życie? – - – Rozprężę szeroko ramiona, nabiorę w płuca porannego wiewu, W ziemię się skłonię błękitnemu niebu I krzyknę, radośnie krzyknę: – Jakie to szczęście, że krew jest czerwona!
O żesz kurwa fix (jak mawiał Egon Bonda), jaki ten Julian wspaniały!
“Każdy może zmienić wszystko”
Author: admin
Yehuda Berg mówi o sposobach radzenia sobie z życiem w postaci dokonywania wyborów:
- Ja stosuję dwa sposoby: pierwszy jest taki, że wybieram zazwyczaj to, co jest trudniejsze. Choć czasem dwa wyjścia wydają się dobre, decyduję się na to, co wymaga większej pracy, ponieważ w dłuższej perspektywie właśnie to okazuje się korzystniejsze. Jeśli jednak nie jestem w stanie odpowiedzieć, co jest trudniejsze wybieram sposób mojego ojca, który mawiał: “Kiedy nie wiesz, co robić, to o prostu nic nie rób. Daj sobie czas, aż uzyskasz pełną jasność widzenia”.
Yehuda Berg ma brodę, wygląda jak Spielberg i jest dyrektorem Kabbalah Center Internaltional. Sposób w jaki wybiera, mną wstrząsnął i zmieszał (przecież zawsze idę po jak najprostszej linii wyboru!). To wszystko przy dźwiękach Toko Momo Vandel Salmah (http://www.youtube.com/watch?v=3xWHTU3oF3Q). Trzyma od soboty.
Raj
Author: admin
“Raj. to białe pustkowia rozpalone słońcem.
Są tam głębokie kaniony wyorane pazurami starych rzek. Rzek które darły skały na drobne kawałki, a potem wynosiły je ziarnko po ziarnku, ku odległym oceanom.
W oceanach, z tych ziarenek unoszonych przez fale, urodziło się pierwsze życie. Dlatego jedni mówią, że człowiek został ulepiony z ziemi, inni, że wyszedł z wody – jedni i drudzy mają rację.
Raj jest pełen starych samotnych gór o wierzchołkach płaskich jak brzuchy dziewic.
Jest też pełen światła, które zwykłego śmiertelnika parzy i oślepia.
Jest olśniewająco biały. Czasem, kiedy człowiek staje na krawędzi życia (śmierci) widzi tę biel”.
Po-co-komu-tytuły?
Rai. Pop ularne we Francji i w domu Labedzia:)
Author: admin
Piękny ten drobiazg. Słucham i tańczą we mnie marzenia o podróży, o życiu barwnym, przygodzie, granatowych nocach Wschodu.
Niestety nie dam rady go tutaj umieścić.
Szaman – berek! [Szukam!]
Author: admin
Najpierw był sen. Później takie miejsce na ziemi, gdzie się rozpadło. Rozpadnięcie. Całkiem niedawno spotkanie z M., powrót z pełnego ziół ogrodu T. (M.:Znam cię! Spotkałyśmy się w Peru w tej wiosce.. Ja: Nigdy nie byłam w Peru, ale miałam taki sen..)
http://www.youtube.com/watch?v=u5lnZZcgIQk&feature=related
http://www.youtube.com/watch?v=4kvTNbc8d5s
Krąg kobiecy. Pomysł.
Author: admin
“W małych, zaufanych grupkach zachęcam kobiety do przyniesienia na spotkanie zdjęć matek, sióstr, ciotek, koleżanek, ba i innych kobiet ważnych w ich życiu. Układamy wtedy rządkiem wszystkie fotografie. Złuszczone, odrapane, pogięte, niektóre ze śladami kawy, niektóre rozdarte na pół i sklejone, niektóre laminowane. Wiele ma dedykacje i podpisy na odwrocie: “Miłej koleżance”, “Na wieczną pamiątkę”, itp.
Sugeruję, aby każda kobieta zaczęła swoją opowieść od słów: “Oto kobiety, z którymi łączą mnie więzy krwi” lub “jestem ich spadkobierczynią”. Patrząc na fotografie żeńskiej części rodziny i przyjaciółek, kobiety z głębokim uczuciem zaczynają opowiadać o ich losach i tajemnicach, wszystko co o nich wiedzą, o wielkich radościach i wielkich niedolach, trudach ich życia i wielkich triumfach. W czasie tych spotkań jest wiele momentów, kiedy musimy zrobić przerwę, bo wyzwalają się potoki łez – łez unoszących nasze łodzie z suchych doków na szerokie wody. Dryfujemy więc razem przez jakiś czas.”
