

Archive for the 'Uncategorized' Category
Krotka historia Niny
Author: admin
Bardzo dawno temu, a dokladnie 13, jako dziecie niezbyt wciaz swiadome, przystapilam do sakramentu bierzmowania. A wiadomo, ze jesli bierzmowanie, to i imie do wybrania. Przygotowania obejmowaly wertowanie ksiag z imionami swietych podczas dlugich przerw, dyskusje i dylematy. Dla mnie dylemat ten stanowil o mojej tozsamosci, gdyz patrzac wstecz kolejnych lat 13 dowiadujemy sie ze Katarzyna to jedyne imie, jakie zostalo wpisane w moj akt urodzenia. Powod? Cialo rodzicielskie po moich narodzinach uznalo, ze imie Katarzyna jest na tyle wyraziste i o zgrozo, po prostu na tyle dlugie, ze nie nalezy mi sie drugie. Jako ze prawie kazde dziecko w Polsce posiada drugie imie, okupilam cierpieniem moj brak. Zatem moment bierzmowania mial byc wrecz rytualny. Oto teraz: mam naprawic blad rodzicow nadac imie, ktore poniekad ma stanowic o mojej tozsamosci. Po wielu przerwach spedzonych w zaciszu biblioteki szkolnej znalazlam – na imie bedzie mi NINA! Waleczna babka, gdzies tam z tajemniczego Kaukazu ( gdzie to jest nie wie nikt ), co dodatkowo podkresla nietuzinkowosc jej historii. Bingo!
I przyszedl ten moment: Accipe Signaculum doni Spiritui Sanct. W zaciasnych martensach siostry ( bo to przeciez uroczysta chwila), w podnioslej atmosferze, uklekla. Przyszedl biskup i do niej i zapytal siostre o imie, ta powiedziala : Nina, a on po chwili odpowiedzial glosem skrzekliwym, nieprzyjemnym dla ucha Katarzyny: Jaaaak? Niiiina? Nie ma takiej swietej! I unioslo sie gniewem serce Katarzyny, jak to nie ma! I spojrzala na biskupa i powiedziala ze przeciez znalazla to imie w spisie swietych. Niezadowolony, niedowierzajcy, imie nadal. W za malych martensach, obcierajacych piety do krwi, Katarzyna gubiac po drodze siostre w tlumie, pobiegla do domu na skrzydlach radosci. Pardon, Katarzyna Nina do domu pobiegla.
I teraz po tylu latach stanelem twarza w twarz z “moja” swieta. W Kakheti Bodbe Monastir , do ktorego zagladnelismy calkowicie przypadkowo. Pomiedzy muzeum archeologicznym a spelunka z jedzeniem gruzinskim.
Swieta Nina to patronka Gruzji.
Według tradycji prawosławnej święta Nino była krewną patriarchy jerozolimskiego Juwenaliusza. Od dzieciństwa głęboko pokochała Chrystusa. Gdy jej ojciec odszedł, by żyć na pustyni, a matka została diakonisą, świętą oddano na wychowanie bogobojnej staruszce, która często opowiadała jej o dalekiej Iwerii (Gruzji). Pewnego razu Nina miała widzenie. Objawiła się jej Matka Boza, która błogosławiła jej, by wziąwszy krzyż udała się do Iwerii i głosiła tam naukę Chrystusową. W 319 r. Nino dotarła do Gruzji. Miejscowa ludność była bardzo przejęta jej dobrocią i pobożnością. Ogromne wrażenie wzbudzała też jej moc uzdrawiania ludzi w imię Chrystusa. Tę zdolność wykazała m.in. uleczając królową Gruzji. Także król, który zgubił się na polowaniu, odnalazł drogę po wezwaniu na pomoc Chrystusa. Chrześcijanami zostali cesarzowa Nana oraz cesarz Mirian, który wysłał do cesarza Konstantyna posłów, prosząc go o przysłanie do Gruzji kapłanów. W 324 r. chrześcijaństwo ostatecznie stało się tam religią państwową.
W ikonografii Kościołów wschodnich przedstawiana jest jako szczupła, jasnowłosa kobieta, ubrana w jasne (najczęściej białe) szaty. Na głowie ma chustkę. W prawej dłoni trzyma krzyż, który na niektórych wyobrażeniach jest dość duży, a w lewej zwinięty lub rozwinięty zwój pisma.
Poklonilam sie mojej swietej. Tak, wierze w cuda. Ja, Katarzyna Nina. A Gruzja moim drugim domem.
read comments (0)
I stalo sie – zawrocilam z drogi po raz pierwszy, czyli KRYZYS AUTOSTOPOWY. Poszlo gladko – odwrocilam sie na piecie, 100 m na przystanek, hop do busa i pojechalam w przeciwna strone niz Ed. On: za gory i za rzeke, ja: z powrotem do Rize. No coz, prawdopodobnie przychodzi taki moment w zyciu kazdego czlowieka, kiedy ponad przygode, spontanicznosc, trud, pot i bloto wybiera swoje lozko, ulubiony fotel, znane sytuacje, bezpieczenstwo. A stalo sie to tego dnia, gdy zamknieto droge pomiedzy Of em a Bayburtem, a dzien po wypadku samochodowym w okolicach Pasinlera, z ktorego calo wyszedl Irfan, lat 22.
Jesli nie autostop w rzeczywistosci. to w krainie wyobrazni. Wspomnienia/sytuacje jak obrazy:
1. Granica przed Wegrami, podczas gdy nasz kierowca kupuje winietke, ja wskakuje w pole slonecznikow w celu uwolnienia pecherza. Po zalatwieniu potrzeby, z lisciem slonecznika na glowie wygramalam sie prosto na wegierskiego urzednika ochrony celnej. W jednej sekundzie zdaje sobie sprawe z wagi przestepstwa, ktorego dokonalam: potraktowanie przygraniczngeo pola uprawnego jako publicznej toalety. Zatem tlumacze sie, nim urzednik zdolal usta otworzyc: ze tak naprawde nie chcialam, ze pan wie, jak ciezko wytrzymac, kiedy tak cisnie na pecherz, ze to sie juz absolutnie nie powtorzy ( i w nawiasie niech pan nie pyta w ile osob jedziemy w kabinie ciezarowki, bo tak, jest nas tam za duzo). Urzednik z mina gracza w pokera prosi o paszport, sprawdza, oddaje: “normal passport control. thank you.” Sciagam liscia z glowy. No tak, zdarza sie.
2. Z braku innych mozliwosci na nocleg niz trawnik przy parkingu TIRow na granicy rumunsko – bulgarskiej rozbijamy sie na skapym pasie zielenii pomiedzy sznurem ciezarowek a modrym Dunajem. Wedlug naszych kierowcow – tylko cudem udalo sie nam uniknac smierci pod kolami TIRa. Tego dnia akurat nikt nie wypil na tyle duzo, by manewrowac na przy-parkingowym trawniku.
3. Oswiadczyny kierowcy Artura.
4. 12 godzinna podroz przez Turcje z Erdalem, z przystankami na biesiadowanie w przydroznych restauracjach.
5. itp.
Budda to nic innego niz Allah
Author: admin
Dzisiaj rano ( a bylo to miesiac temu) w protescie na bezdyskusyjne przekonanie spolecznosci miasta Rize i calego pantswa tureckiego co do mojego wyznania religijnego namalowalam na naszym “see-tea” balkonie Budde niebieskiego. I tak dzis (dzis czyli dzis) przyznano mi, oczywiscie jako ekspertowi, termin prezentacji o chrzescijanstwie. Budda nie pomogl. Heeeeeelp! < niewiele wiem o religii ojca mego>
MiRIZEry
Author: labedz
Tak bylo na samym poczatku. Pierwszego dnia, przemoczona do ostatniej suchej nitki, bez mieszkania, bez znajomosci tureckiego i osadzona jako niemoralna, bo z bojfriendem, siadla i narysowala. Tego dnia na plazy hasaly szczury a Arat byl bardzo daleko. Tego dnia bog czarnej mysli zeslal nam nowe slowo, ktore od tamtej pory uzywamy i w kontekscie placzu i smiechu i wszechogarniajacego nas absurdu na ziemi rizenskiej: MIRIZERY <ang. misery – nedza, meka, nieszczescie>
Hallo hallo Tu Labedz!
Author: admin
Mialam sen:
W tureckim autobusie: wybieram miejsce przy wyjsciu. Jest sloneczny, jesienny poranek. Na kolejnym przystanku wsiadaja uczniowie jadacy do szkoly i niski mezczyzna w dlugim brazowym plaszczu, z kapturem zakrywajacym twarz. Kiedy staje obok mnie wyczuwam zle wibracje, niewielka sylwetka ma w sobie cos zwierzecego, niepokojacego. Kiedy wstaje zeby skasowac bilet, na moje miejsce wskakuje dziewczyna ludzaco podobna do mnie. Typ zwierzecy przysiada obok niej. Ja stoje przy kasowniku, obserwuje rozwoj sytuacji z pewnej odleglosci. Po chwili widze jak on wyciaga noz i dwukrotnie wbija w jej cialo. Ona – nieruchoma, noz - upada na podloge.
Wiec: ZMIANY, ZMIANY, ZMIANY.
Nie tylko ze Turcja, nie tylko ze wedrowka, nowe lady, nowi ludzie, wyzwania, ale NOWA ja. TU LABEDZ, jesli nie zmieniony, to na pewno gotowy na NOWE!
