

Archive for the 'Obserwacje – na zewnatrz' Category
Tu i teraz
Author: admin
Bieganie w morze po uda
Ksiezyc jak bula
Ne gawarit pa ruski
Kopiemy doly
Krishnamurti
Sosajeti
read comments (0)
Zanim powiem cokolwiek, muszę sobie popłakać. Jeszcze niedawno nie potrafiłam płakać. Krzyczałam oczami. Ocaliła mnie wyobraźnia.
Mam już za sobą kilka wcieleń: nastoletniego demona energetycznego, berlińskiej artystki, popołudniowej kochanki, umierającej i rodzinnej czarnej owcy. Miałam wszystko i nie zwariowałam. Teraz nie mam nic i odchodzę od zmysłów.
Czarna dziura
Zimą miałam kryzys. Czułam się samotna, ale to łączyło się to z innymi sprawami niż seks – z sytuacją w rodzinie, w mojej grupie. Nie dostałyśmy dotacji, nie rozpoczęliśmy pracy nad projektem. Przestałam wychodzić z domu, nie kontaktowałam się z nikim. Nikomu nie mówiłam, że jest źle. Zaczęłam kisić się w sobie, czekając aż ktoś mnie z tego kiszenia wyciągnie. Piekielnie potrzebowałam, żeby ktoś mi powiedział, że jestem potrzebna. Chciałam, żeby ktoś się mnie zainteresował, ale nie potrafiłam się o to zainteresowanie upomnieć. To trzeba umieć komunikować. A ja nie umiałam i siedziałam w mojej czarnej dziurze przez 3 miesiące. Czy naprawdę trzeba wchodzić do czarnej dziury, żeby odnaleźć światełko w tunelu?
Po trzech miesiącach okazało się, że jak zaczynam mówić, że mam doła, to ci ludzie się znajdują, telefon jednak dzwoni.
Mam koleżankę, ona nie ma żadnych załamań jeśli o to chodzi. Raczej popada w wściekłość. Wtedy wyzywa ludzkość od bandy idiotów i jej przechodzi.
Seks
Martwi mnie moje obecne życie seksualne. Albo raczej jego brak. Kiedy zbliżają się dni płodne, dostaję kota. Wczoraj na przykład pojechałam na imprezę o godzinie drugiej w nocy, taka miałam chcicę. Znajomi mówią mi: „Tobie tyka zegar biologiczny, wiesz o tym?”. I co ja mam im powiedzieć. Dobrze, to ja pójdę i się zapłodnię?
Mam za sobą kilka związków. Ten najbardziej egzotyczny, to chyba ten z frankfurdzkim lewakiem bankowcem. Chodził do pracy w garniturze, a potem wracał i przebierał się w skórę i jechaliśmy na imprezy do squatów albo rzucanie czymś w neonazistów. Intrygował mnie. Miałam też takiego chłopaka, od którego dostałam halkę z epitafium – długa, czarna, a na niej wymalowane seledynową niezmywalna farbą jego epitafium, w którym pisze, że umarł z miłości do mnie. Był też lekarz, który leczył mojego raka i złamane serce. Byliśmy razem dwa lata. Miał być na zawsze.
Dom
Idealny plan na życie według mojej ciotki, to: idziesz na studia, tam znajdujesz męża, , na ostatnim roku zachodzisz w ciąże. I tak w wieku 25 lat masz pełnie szczęścia i uznanie społeczeństwa: mąż, dziecko i dyplom. To że ktoś wybiera inaczej, oznacza, że nie jest normalny. I ja znam parę takich „nienormalnych” – niedospane, sfrustrowane, wszechstronnie nieogranie, bez męża i dziecka, z kilkoma dyplomami i po trzydziestce.
Ja, nigdy nie bawiłam się w dom. Swoim lalkom na przykład urywałam głowy, żeby zobaczyć co jest w środku.
Teraz z moim mieszkaniu jest tylko materac i kilka kartonowych pudeł, których chyba nigdy nie rozpakuję. Czy wyobrażam sobie faceta w moim domu na stałe? No nie, nie wyobrażam sobie. Nie wyobrażam sobie. Za mało miejsc a zostałoby u mnie dla mnie.
Ulica
Kiedy mieszkałam w Londynie, codziennie mijałam „naszego” transwestytę. Miał 190 cm wzrostu, krótka spódniczkę i bardzo umięśnione nogi. Spotykałam go w sklepie, kiosku, kawiarni – żadnych uśmieszków, chichotów i pokazywania palcami. Prawdziwa tolerancja?
Koleżanka w Szwecji pisze książki o gejach, a w Polsce? Kilka dni temu byłam w księgarni, gdzie na półce z książeczkami dla dzieci znalazłam przyzwoicie wydaną nowość opatrzoną ostrzeżeniem jak na paczce papierosów: Minister zdrowia ostrzega: Treść tej książki może naruszyć uczucia religijne”. A ja się pytam, co w edukacyjnej książeczce pt. : „Wielka księga cipek” może obrażać uczucia religijne?
Praca
Kiedy byłam mała, chciałam być Tarzanem. Nawet próbowałam jeść surowe mięso, które mam przygotowywała na kotlety. Szybko mi przeszło.
Na studiach zaczęłam pracować, ale nie dokończyłam dyplomu. Dopiero niedawno postanowiłam sobie, że muszę coś w życiu skończyć, studia na przykład. A przecież nie jestem już pierwszej świeżości.
W mojej pracy inspirują mnie podróże. Kilka lat temu pojechałam do Afryki. Uderzył mnie widok żon idących parę kroków za mężami. Ta wyprawa była zapłonem do projektu. Jednym z wielu.
Wspomnienia
Mam trzy starsze siostry. Najstarsza jest mądra, druga niezwykle pracowita, a trzecia piękna. Ja, czwarta z kolei, wyróżniam się tym, że notorycznie płaczę. Oprócz tego ciągle zmieniam miejsca zamieszkania, a kiedy byłam mała prześladowała mnie wizja wielkiej zniekształconej łapy, która chwyta mnie za nogę, kiedy idę do sypialni.
Kółko
Płacze
“Co się stało…” powstało jako forma zabawy z tekstem drukowanym. Cały materiał jest absolutnym plagiatem cudzych żyć, najczęściej osób, których nie znam. To wersja pierwsza, skrócona.
Bogini Seksu się śmieje
Author: admin
Clarissa Pinkola Estes w książce „Biegnąca z wilkami” wydobyła na światło (co)dzienne pamięć o bogince, z którą łączy nas wiele, a dzieli brak wiedzy o jej istnieniu. Baubo – elle habla por en medio en las piernat (ta, która przemawia spomiędzy nóg), to bogini, która przypomina nam o radości życia pochodzącej z czynności znanej każdej z nas, jeżeli nie z autopsji, to z obserwacji, sztuki czy wyobrażeń. Chodzi o śmiech, lecz nie ten, który pojmowany jest przez amerykańskich naukowców jako „społeczny klej”, a ten, od którego pęka brzuch i trzęsą się piersi. A o taki łatwo nie jest. Kobiety powinny raczej wstydzić się swej śmiałości w okazywaniu dzikiej radości, gdyż jak wiadomo kobieta piękną winna być, nie śmieszną. „Panie stosują uśmiech jako rodzaj „społecznego lubrykatu”- wyjaśnia Robert Provine – W ten sposób próbują łagodzić obyczaje i cywilizować męską agresję”. Dlatego śmieją się półgębkiem, tajemniczo, ewentualnie chichoczą, bo przecież „śmianie się całą gębą jest u kobiet nie tylko niewłaściwe, ale, co gorsza, PODEJRZANE.” W głos śmiać się mogą stare wiedźmy, te głupie, a już na pewno te bezczelne i prawdopodobnie, te z brzuchami, mniej lub bardziej zaokrąglonymi. I nawet jeśli do tej pory tliła się w Tobie chęć śmiechu perlistego, to przecież brzucha już nie chcesz. Każdy przecież wie, że w cenie brzuch płaski niczym deska, który w wielu przypadkach, okupiony jest wysiłkiem jego wciągania. A za tym idzie – zgniatanie i maltretowanie narządów wewnętrznych umieszczonych w miednicy, w tym przepony odpowiedzialnej za oddech, tym samym mocny, zdrowy śmiech.
Wróćmy jednak do Baubo, która jej podobnym brzuchatym i cycatym boginiom miała cudowną zdolność rozluźniania tego, co za ciasne i krępujące za pomocą daru wprowadzania ciała w stan ożywienia na poziomie fizycznym, za pomocą śmiechu. Jak pisze Pinkola Estes „Śmiech jest ukrytą stroną kobiecości seksualności, jest fizyczny, elementarny, żywiołowy, ożywczy i pobudzający. To radosna zmysłowość, która jest święta, jest uzdrawiająca. Budzi z uśpienia ciało i emocje. Jest pełna seksu, ale nie jest jednowymiarowa. To seksualność kobiety w najbardziej spontanicznej postaci”. Zatem, śmiech, to nie tylko lepsza praca układu krążenia, doskonała wentylacja płuc, dotlenienie krwi, większa produkcja endorfin, skuteczniejszy układ odporności, ale i czysta przyjemność! Dlatego, drogie kobiety, pozostało mi tylko powtórzenie za Wojciechem Eichelbergerem: „tańczcie, rechoczcie i śmiejcie się do rozpuku. Tarzajcie się i pękajcie i sikajcie ze śmiechu. Niech wam przepona furkocze jak bojowy sztandar na wietrze i niech wam się brzuchy trzęsą jak szalone. Świat będzie od tego lepszy.” Na zdrowie.
P.S. Aby dopełnić opowieść, należy przybliżyć kontekst mocy działania Bogini Baubo:
Baubo – to starogrecka bogini obsceniczności. Pojawia się w kontekście historii Demeter, która po stracie swojej ukochanej córki Persefony, rozpaczliwie miota się po świecie, błagając bogów o litościwe przywrócenie jej córki. Kiedy jej nawoływania nie przynoszą skutku, pogrążona w rozpaczy przeklina ziemie, która od tamtego momentu przestaje rodzić, a sama Demeter błaga o śmierć. Brudna, zbolała, trafia do wioski, gdzie nikt jej nie zna. I wtedy na jej drodze pojawia się boginka Baubo, która zaczyna przed nią tańczyć, wprawiając w ruch biodra i piersi, naśladując akt miłosny. Po obscenicznym tańcu Baubo opowiada Demeter rubaszne historyjki, w czasie których bogini zaczyna się lekko uśmiechać na samym początku, później chichotać, aby zakończyć śmiechem prosto z brzucha. Śmiech wydobył Demeter z rozpaczy i dał jej siłę do dalszych poszukiwań, które zakończyły się zwróceniem Persefony matce. Cały świat na nowo zaczął rodzić.
Czas = bezczas?
Author: admin
Istotą buddyzmu jest chodzenie po klindze Teraźniejszości.
Sufi jest synem teraźniejszości. Przeszłość i przyszłość zasłaniają nam Boga; spal je żywym ogniem (Rumi).
Mistrz Ekchart: “To właśnie czas nie dopuszcza do nas światła. Nic tak jak on nie stoi Bogu na zawadzie”.
Na deser w Biblii: “Nie troszczcie się więc o dzień jutrzejszy, on bowiem sam zadba o swoje własne sprawy”.
Tolle pisze, że czas to ciężka i niebezpieczna choroba umysłowa.
Pisze też, że aby się z niej wyzwolić należy ćwiczyć chodzenie po klindze Teraźniejszości. Dodam pytanie: czy być może tak, że wyzwolenie przyjdzie przez zmysły (Tybetańska koncepcja soteriologiczna)?
E.Tolle pisze:
“W pełni wykorzystuj swoje zmysły. Bądź tam, gdzie jesteś. Rozejrzyj się. Nie interpretuj, tylko po prostu patrz. Zobacz światło, kształty, barwy, faktury. Uświadom sobie milczącą obecność każdej rzeczy. Uświadom sobie przestrzeń, dzięki której wszystko istnieje. Posłuchaj dźwięków, nie oceniaj ich. Posłuchaj ciszy, ukrytej pod dźwiękami. Dotknij jakiegoś przedmiotu – obojetnie jakiego – i rozpoznaj w nim Istnienie. Obserwuj rytm swojego oddechu; poczuj, jak powietrze wpływa i wypływa, poczuj w ciele energię życiową. Pozwól wszystkiemu po prostu być, w tobie samym i na zewnątrz”.
Dodatkowym ćwiczeniem jest czytanie tego wpisu na przekór liniowemu pojmowaniu czasu. Sprawdźcie. Szaleństwo?
“Sytuacja życiowa trwa w czasie. Zycie istnieje teraz”.
W Zwierciadle
Author: admin
Wolontariat w Tarnowie? Nie, dziękuję.
Author: admin
Na fali frustracji wynikającej z betonowych warunków życia w Tarnowie, publikuję to, czego mi nigdzie nie chcą opublikować.
Według badań Stowarzyszenia Klon/Jawor tylko około 16 % Polaków włączyło się na przestrzeni ostatnich lat w działanie na rzecz społeczności lokalnej. To mało. Jeśli chodzi o zaangażowanie w wolontariat, jesteśmy w ogonie wśród innych narodów europejskich. Śmiem twierdzić, że w rankingu zaangażowania w działania społeczne polskich miast, Tarnów, ledwo trzyma się ostatnich włosków na ogonie istoty rzeczy – budowania w oparciu o zaufanie społeczne otwartych postaw obywatelskich. Ale…dlaczego?
Proste! „Wolontariat jest dla frajerów”. Poza tym, „nie mam czasu”, „nie interesuję się tym”, „nikt mnie o to nie poprosił”, „muszę zatroszczyć się przede wszystkim o siebie i rodzinę”, „nie sądzę, żebym miał/a coś do zaoferowania”, „nawet nie wiem, gdzie miałbym się zgłosić”.
Źródła braku zaufania i zainteresowania taką formą aktywności społecznej doszukiwałabym się w negatywnym wizerunku wolontariatu w naszym mieście, lub co gorsza, jego braku.
Rozumiem, czarny PR dobrowolnego działania na rzecz innych zdaję się zmieniać tylko tło społeczno-historyczne. To przecież podejrzane: najpierw osławiony czyn społeczny na tle sierpu i młotu, obecnie alternatywa dla naiwnych, na tle czarnych nastrojów ludzi. Brakuje pozytywnych wzorców „z góry” (gdzie wolontariat w strategii miasta? Instytucje odpowiedzialne za sieciowanie wolontariuszy?), śladowe zaangażowanie w ideę organizacji pozarządowych , brak świadomości korzyści płynących z podjęcia pracy jako wolontariusz i krótkowzrocznego w swojej naturze pytania: „No dobra, ale co ja z tego będę miał?”. Fakt, pieniądz żaden, perspektywa zatrudnienia nikła, wątpliwy prestiż i stygmat tego, „co orobi się za nic, czyli, że frajer”.
Za nami siódmy miesiąc obchodów Europejskiego Roku Wolontariatu. W Tarnowie – hucznie obchodzony przez rozśpiewanych i roztańczonych przedszkolaków i nieco starszych kolegów z piaskownicy. Owszem, jako pracownik organizacji pozarządowej, wolontariuszka krakowskich instytucji, świadoma mieszkanka Tarnowa i regularny podatnik, chętnie bym potańczyła, ale w trochę innej kategorii wiekowej, przyjmując bardziej odważne figury, nie trzymając się sztywnej ramy myślenia „o tym, no, jak to się nazywa”? W o l o n t a r i a c i e.
Pan ze zdjęcia
Author: admin
Zdjęcie w niewielkiej ramce, starszy Pan na tle czerwonych kropek.
- Czy to Twój dziadek?
- Nieeee, to Julian Tuwim.
I to on napisał wiersz “Całujcie mnie wszyscy w dupę!”, lecz nie o tym teraz (a zdarzyć się może, że będzie, bo bywa, że mam wszystko w dupie). Teraz o krwi czerwonej będzie. Się przypomniało w słońcu dziś:
Życie? – - – Rozprężę szeroko ramiona, nabiorę w płuca porannego wiewu, W ziemię się skłonię błękitnemu niebu I krzyknę, radośnie krzyknę: – Jakie to szczęście, że krew jest czerwona!
O żesz kurwa fix (jak mawiał Egon Bonda), jaki ten Julian wspaniały!
Krąg kobiecy. Pomysł.
Author: admin
“W małych, zaufanych grupkach zachęcam kobiety do przyniesienia na spotkanie zdjęć matek, sióstr, ciotek, koleżanek, ba i innych kobiet ważnych w ich życiu. Układamy wtedy rządkiem wszystkie fotografie. Złuszczone, odrapane, pogięte, niektóre ze śladami kawy, niektóre rozdarte na pół i sklejone, niektóre laminowane. Wiele ma dedykacje i podpisy na odwrocie: “Miłej koleżance”, “Na wieczną pamiątkę”, itp.
Sugeruję, aby każda kobieta zaczęła swoją opowieść od słów: “Oto kobiety, z którymi łączą mnie więzy krwi” lub “jestem ich spadkobierczynią”. Patrząc na fotografie żeńskiej części rodziny i przyjaciółek, kobiety z głębokim uczuciem zaczynają opowiadać o ich losach i tajemnicach, wszystko co o nich wiedzą, o wielkich radościach i wielkich niedolach, trudach ich życia i wielkich triumfach. W czasie tych spotkań jest wiele momentów, kiedy musimy zrobić przerwę, bo wyzwalają się potoki łez – łez unoszących nasze łodzie z suchych doków na szerokie wody. Dryfujemy więc razem przez jakiś czas.”
Duch niedźwiedź
Author: admin
- Łabędziu, ty to jesteś jak niedźwiedź.
- ? (nie – misio? A niedźwiedź? Przecież wszyscy się boją niedźwiedzi :/)
Poszukałam, znalazłam.
W starożytności niedźwiedź był symbolem wskrzeszenia. Zwierze to zapada w długi zimowy sen, podczas którego bicie serca niemal ustaje.
Niedźwiedź jest związany z boginiami polowania, z Artemidą i Dianą w starożytnej Grecji i Rzymie, a także Muerte i Hecotepl, żeńskimi bóstwami ziemi czczonymi w kulturach latynoskich. Boginie te obdarzają kobiety zdolnością tropienia, wyczuwania, “wykopywania” z głębi psychicznych aspektów wszystkich zjawisk. Japończycy uważają niedźwiedzia za symbol wierności, mądrości i siły. W północnej Japonii, na terenach zamieszkałych przez plemię Ajnów, rozpowszechnione jest wierzenie, że niedźwiedź może bezpośrednio rozmawiać z bogiem i przekazywać ludziom jego polecenia. Niedźwiedź himalajski jest uważany za święte zwierzę, które otrzymało biały znak na szyi od buddyjskiej bogini Kwan Yin, której emblematem jest półksiężyc. Kwan Yin jest boginią miłosierdzia, a niedźwiedź jej wysłannikiem.
W ludzkiej psychice niedźwiedź może symbolizować zdolność porządkowania własnego życia, zwłaszcza uczuciowego. Siłą niedźwiedzia jest harmonia z naturalnymi cyklami, pełna czujność i wyciszenie podczas snu zimowego, w którym odradza się energia do następnego cyklu. Przykład niedźwiedzia uczy, że można regulować ciśnienie życia emocjonalnego jak za pomocą manometru, zwłaszcza że człowiek może być gwałtowny i wspaniałomyślny jednocześnie. Będąc skrytym samotnikiem, można być jednocześnie kimś wartościowym. Można zaciekle bronić swojego terytorium, wyznaczać granicę, potrząsać niebem i ziemią, jeśli trzeba, nie przestając być zarazem uczynną, miłosierną, wspaniałomyślną osobą.
Biegnąca z wilkami, Clarissa Pinkolwa Estes
Potęga teraźniejszości od końca
Author: admin
- A jak dotrzeć do tego poziomu świadomości?
Kiedy poddajesz się temu, co jest, a tym samym stajesz się w pełni obecny, przeszłość traci wszelką moc. Przestaje ci być potrzebna. Kluczem jest obecność. Teraźniejszość.
- Po czym poznam, ze już się poddałem (teraźniejszości)?
Po tym, że przestanie ci się nasuwać to pytanie.
Mam – ha!
“Potęga teraźniejszości”, Eckhart Tolle
