Archive for the ‘Obserwacje – do wewnatrz’ Category

Desert on my mind

Wednesday, June 9th, 2010

Gobi, Mongolia. Krok po kroku w jej strone.

“Jest niczym okno pozwalajace dostrzec najbardziej oddalona przyszlosc, za ktorym rozciaga sie widok na pustynie w samym czlowieku. Byc moze wynikalo to z faktu, ze sie postarzalem, ale na obrzezach mojej wewnetrznej pustyni budzilo sie juz przeczucie wyludnionego swiata. Do tego dochodzil strach przed wewnetrznym opustoszeniem. Pustynia stanowi przedsmak rozkladu, faze przejsciowa do ojczyzny nicosci.

Pustynia to kamien, ktory erodowal gory, ktore przez miliony lat skruszaly do skalnych ulomkow i ziaren piasku. W swojej substancji pustynie to zwalone gorskie lancuchy, rownie wyniosle, jak i one.  Czyste niczym gory, oczyszczaja dusze czlowieka, ucza pokory i nieustannie zmuszaja do zadumy. Nad pustka w nas samych? Nie tylko Mojzesz, Chrystus czy Mahomet – znalezli na pustyni inspiracje. Wielu udawalo sie na nia, zeby medytowac, tam bowiem nic czlowieka nie rozprasza. Tam, gdziekolwiek sie obrocisz, widzi sie ten sam obraz i slyszy ten sam dzwiek wiatr gwizdzacy w ziarenkach piasku. Tam j est spokoj. A przeciez ta przestrzen oddycha, mowi, promieniuje. Nasza ograniczonosc i kruchosc staja naprzeciwko nieskonczonosci i wiecznosci. Z poczatku czlowiek zastyga porazony nieobecnoscia jakichkolwiek podniet, potem – calkowita pustka. Na koniec odkrywa pustynie w sobie samym. ”

z: Gobi. Pustynia we mnie. Reinhold Messner, Wydawnictwo Dolnoslaskie

Polowanie na lwy

Sunday, November 29th, 2009

Pewna sprawa wymaga wyjasnienia – mianowicie dlaczego TuLabedz. Pisze. Otoz dlatego, ze marzenia i dlatego ze niebieski ptak. Pierwsze odnosi sie do misternie opracowanego, pozniej wielokrotnie zmienianego planu zamieszkania w Turcji, drugie do, jak co niektorzy twierdza, nieodpowiedzialnosci. Zatem jedno oko na mnie prosze, drugie w glab Euroazji – i teraz uwaga – jak to sie stalo, ze tutaj sie znalazlam? Tutaj, czyli w Rize.

Pierwszy raz na wedrowke po Turcji wyruszylam z Bartkiem – w srodku zadymionego Starego Portu, przy zywcu. Pozniej z Kasia i Ewa, Michealem i Mathieu, w roznych okolicznosciach, przy roznych trunkach. Teraz juz nie zlicze ile osob na mojej drodze wskazalo palcem na wschod i powiedzialo: jedz, zobacz. Dwa lata temu zaczelam przygotowania do tego by dostac sie na ziemie turecka: workcamp pod Stambulem – nie wypalilo – za droga, sylwester – brak biletow, urlop w listopadzie – wygralo Maroko. I tak – przypadkiem znalazlam na liscie Erazmusowych wymian Turcje.  Zaaplikowalam. Dostalam sie. Przyjechalam. Jestem.

Ale nie tak predko, zatrzymam sie na etapie aplikowania. Bo zaraz po tym, okazalo sie ze mam powazne  klopoty ze zdrowiem, i nie tylko Erazmus przeszedl na dalszy plan, ale i studia, praca, marzenia, zycie. Na pierwszy wysunela sie strzykawka, lekarze, bol i strach. Po kilku zabiegach, operacji i niezliczonej liczby zastrzykow w dupe okazalo sie ze przede mna jeszcze decyzje odnosnie mojego zycia, miedzy innymi czy jade do Turcji.  Nie jest latwo podejmowac decyzje o przyszlosci z dziura w brzuchu, bo dziura ta wprost proporcjonalnie przeklada sie na pustke w glowie. Gdzies pomiedzy gapieniem sie w sciane a szlochaniem w poduszke wymyslilam sobie ze jade. Ale  to nie tak latwo – 2 miesiace na powrot do sprawnosci powinien w zupelnosci wystaczyc, ale moj problem byl innej natury -   nikt nie potrafil mi powiedziec czy operacja zakonczyla sie sukcesem, czy znowu trzeba bedzie poprawiac. Mialam sie tego dowiedziec kilka dni przed planowanym wyjazdem. Bo oczywiscie zdecydowalam ze jade.

Pani chyba zartuje, panie nie wie, co ryzykuje…Ubezpieczenie: 6 tys zlotych…Rize to zadupie…Musi pani wrocic do szpitala we wrzesniu…ma pani zastoj…boli mnie…rok zaliczony warunkowo…wez sie do zycia dziewczyno…ja bym pani radzil odwolac wyjazd, ale prosze skonsultowac to jeszcze z dr K.

Wizyta u dr K. zbiegla sie juz z rozpoczeciem semestru w Rize, ale co tam! Zawsze mozna przyjechac pozniej.

Panie Doktorze, bo to, bo tamto, i tak, ze nie nie nie, a ja tak tak tak, ale jak, no jak??

Pani Katarzyno, gdybym to ja byl na Pani miejscu, to bym pojechal – ale ja jestem wariat.

Ze tak tak ze tak????

Tylko prosze sie nie pchac na Elbruz i w razie infekcji wziac te tabletki i pierwszy samolot do Polski. Chce Pani jechac stopem? Spac w namiocie?  Gruzja? Kurdystan? Pani jest wariatka. Opowiem pani taka historie na do widzenia. Mam takiego pacjenta, ktoremu odjelismy nerke jakis czas temu, zostala mu druga, ale dosc slaba. Od tego czasu regularnie pojawia sie na wizyty kontrolne. Kiedys pod koniec takiej wizyty spytal czy sa jakies przeciwskazania, zeby nie jechal na polowanie. Nie widzialem zadnych, wiec ucieszony pozegnal sie ze mna i pojawil dopiero w nastepnym miesiacu. Okazalo sie ze dopiero co wrocil z polowania na lwy na Syberii. W doskonalym zdrowiu, bez zadnego szwanku na nerce.

Ja juz wytropilam swoje lwy tutaj, ale nie ustrzelilam zadnego. Zadam wiecej czasu na polowanie. Nie moge teraz wrocic, nie chce, nie tak mialo byc. Dzis wrocilam z tureckiej Izby Przyjec z torba nowych lekow. Jest infekcja, jest niedobrze. I tak zastanawiam sie czy przypadkiem tym razem tygrys nie zapolowal na mnie, a nie ja na tygrysa? Cholera.

Rozdroza, granice, zadupia

Tuesday, November 17th, 2009

Pomimo ze z natury jestem bojazliwa, znajduja w sobie jakies niezwykle poklady odwagi, zeby doswiadczac “nowego”. Na przekor wszystkim, a najbardziej sobie pakuje sie w sytuacje odrzucone, wzgardzone przez innych, niejasne, beznadziejne. Rozdroza, granice, marginesy, zadupia. Interesuje mnie to, co nieinteresujace.

Taak, kropka