Archive for the ‘Misz masz’ Category

Bobby thumbed a diesel down – hitch hiking czyli autostop.

Thursday, November 19th, 2009

I stalo sie – zawrocilam z drogi po raz pierwszy, czyli KRYZYS AUTOSTOPOWY. Poszlo gladko – odwrocilam sie  na piecie, 100 m na przystanek, hop do busa i pojechalam w przeciwna strone niz Ed. On: za gory i za rzeke, ja: z powrotem do Rize. No coz, prawdopodobnie przychodzi taki moment w zyciu kazdego czlowieka, kiedy ponad przygode, spontanicznosc, trud, pot i  bloto wybiera swoje lozko, ulubiony fotel, znane sytuacje, bezpieczenstwo. A stalo sie to tego dnia, gdy zamknieto droge  pomiedzy Of em a Bayburtem, a dzien po wypadku samochodowym w okolicach Pasinlera, z ktorego calo wyszedl Irfan, lat 22.

Jesli nie autostop w rzeczywistosci. to w krainie wyobrazni. Wspomnienia/sytuacje jak obrazy:

1. Granica przed Wegrami, podczas gdy nasz kierowca kupuje winietke, ja wskakuje w pole slonecznikow w celu uwolnienia pecherza. Po zalatwieniu potrzeby, z lisciem slonecznika na glowie wygramalam sie prosto na wegierskiego urzednika ochrony celnej. W jednej sekundzie zdaje sobie sprawe z wagi przestepstwa, ktorego dokonalam: potraktowanie przygraniczngeo pola uprawnego jako publicznej toalety. Zatem tlumacze sie, nim urzednik zdolal usta otworzyc:  ze tak naprawde nie chcialam, ze pan wie, jak ciezko wytrzymac, kiedy tak cisnie na pecherz, ze to sie juz absolutnie nie powtorzy ( i w nawiasie niech pan nie pyta w ile osob jedziemy w kabinie ciezarowki, bo tak, jest nas tam za duzo). Urzednik z mina gracza w pokera prosi o paszport, sprawdza, oddaje: “normal passport control. thank you.” Sciagam liscia z glowy. No tak, zdarza sie.

2.  Z braku innych mozliwosci na nocleg niz trawnik przy parkingu TIRow na granicy rumunsko – bulgarskiej rozbijamy sie na skapym pasie zielenii pomiedzy sznurem ciezarowek a modrym Dunajem.  Wedlug naszych kierowcow – tylko  cudem udalo sie nam uniknac smierci pod kolami TIRa. Tego dnia akurat nikt nie wypil na tyle duzo, by manewrowac na przy-parkingowym trawniku.

3. Oswiadczyny kierowcy Artura.

4.  12 godzinna podroz przez Turcje z Erdalem, z przystankami na biesiadowanie w przydroznych restauracjach.

5. itp.

Budda to nic innego niz Allah

Tuesday, November 10th, 2009

Dzisiaj rano ( a bylo to miesiac temu) w protescie na bezdyskusyjne przekonanie spolecznosci miasta Rize i calego panstwa tureckiego co do mojego wyznania religijnego namalowalam na naszym “see-tea” balkonie Budde niebieskiego.  I tak dzis (dzis czyli dzis) przyznano mi, oczywiscie jako ekspertowi, termin prezentacji o chrzescijanstwie. Budda nie pomogl. Heeeeeelp! < niewiele wiem o religii ojca mego>

Hallo hallo Tu Labedz!

Saturday, November 7th, 2009

Mialam sen:

W tureckim autobusie: wybieram miejsce przy wyjsciu. Jest sloneczny, jesienny poranek. Na kolejnym przystanku wsiadaja uczniowie jadacy do szkoly i niski mezczyzna w dlugim brazowym plaszczu, z kapturem zakrywajacym twarz. Kiedy staje obok mnie wyczuwam  zle wibracje, niewielka sylwetka ma w sobie cos zwierzecego, niepokojacego. Kiedy wstaje zeby skasowac bilet, na moje miejsce wskakuje dziewczyna ludzaco podobna do mnie. Typ zwierzecy przysiada obok niej. Ja stoje przy kasowniku, obserwuje rozwoj sytuacji z pewnej odleglosci. Po chwili widze jak on wyciaga noz i dwukrotnie wbija w jej cialo. Ona – nieruchoma, noz -  upada na podloge.

Wiec: ZMIANY, ZMIANY, ZMIANY.

Nie tylko ze Turcja, nie tylko ze wedrowka, nowe lady, nowi ludzie, wyzwania, ale NOWA ja. TU LABEDZ, jesli nie zmieniony, to na pewno gotowy na NOWE!