

Archive for November 9th, 2009
Georgia on my mind, vol.1, od konca.
Author: labedz
“Eta Gruzjaaa! Oopaa!” To Mebuka. Z wielkim kielichem wypelnionym po brzegi domowym winem Giergoja konczy kolejny toast. Siup po naszemu i Gruzja jest juz pijana na calego.
Tak bylo wczoraj, dzisiaj powrot do Turcji.
Marszrutka wypelniona ludzmi do ostatniego wolnego centymetra pedzi gruzinska autostrada. Mezczyzni pala papierosy, kobiety ziewaja patrzac na palacych mezczyzn, z glosnikow dudni rosyjskiegi disco. Mijamy wozy zaladowane kapusta, niezliczona ilosc pasacych sie przy/ lub na drodze krow, mandarynkowe gory przydroznych stoisk, grupki babuszek z nie-wiadomo-czym w torbach w krate. W mikrobusie obok rytmicznie powtarzajacych sie dzwiekow rosyjskiej muzyki rozrywkowej dodatkowa nuta: skrzypiacych skorzanych kurtek pasazerow. Na dziesieciu, piec w skorzanej kurtce. Na dziesieciu, dziesiec z twarza wyrazajaca pewnego rodzaju smutek, melancholie, obojetnosc, zmeczenie, ale i fantazje. Na dziesieciu, dwoch wysiada tuz przy granicy gruzinsko – tureciej: to ja i Edvardas. Wracamy do domu.
read comments (0)MiRIZEry
Author: labedz
Tak bylo na samym poczatku. Pierwszego dnia, przemoczona do ostatniej suchej nitki, bez mieszkania, bez znajomosci tureckiego i osadzona jako niemoralna, bo z bojfriendem, siadla i narysowala. Tego dnia na plazy hasaly szczury a Arat byl bardzo daleko. Tego dnia bog czarnej mysli zeslal nam nowe slowo, ktore od tamtej pory uzywamy i w kontekscie placzu i smiechu i wszechogarniajacego nas absurdu na ziemi rizenskiej: MIRIZERY <ang. misery – nedza, meka, nieszczescie>
